Surfować po swojemu

Internet Explorer i Outlook to programy, które zdominowały internet. Czy dlatego, że są najlepsze? Niekoniecznie. Pokazujemy, jak korzystać z sieci inaczej niż wszyscy.

Każdy współczesny komputer ma w systemie operacyjnym wbudowane programy potrzebne do korzystania z Internetu. To znak czasów, jednak jeszcze kilka lat temu nikt nie myślał o tym, że przeglądarka czy program pocztowy będą równie ważne jak edytor tekstu i kalkulator.

W kilka lat po pojawieniu się stron WWW nastąpiła wojna przeglądarek (wspominamy o niej, pisząc o historii Internetu na stronie ósmej). Chodziło o to, że Microsoft nagle zorientował się, iż miliony ludzi surfują po Sieci, używając programu Netscape Navigator, a nie produktu giganta z Redmond. Rozpoczęła się bezpardonowa walka, której efektem było niemal całkowite zmiecenie z rynku Netscape'a. Niekwestionowanym królem został Microsoft Internet Explorer (IE), przeglądarka wbudowana do każdego egzemplarza systemu Windows, a nawet dołączana do komputerów firmy Apple. Przez kilka lat Explorer był po prostu najlepszy i ponad 95 procent użytkowników korzystało z niego.

Jednak czasy się zmieniają, a Explorer spoczął na laurach - od dłuższego czasu praktycznie się nei zmienia, a oprawki serwowane przez Microsoft mają charakter czysto kosmetyczny. Pojawiły się za to nowe programy służące do przeglądania Internetu, które są od IE i szybsze, i wygodniejsze.

Po tym, jak Netscape niechlubnie odszedł, jego autorzy zdecydowali się na bezprecedensowy krok. Otóż udostępnili kod programu szerokiej publiczności, zezwalając na jego modyfikowanie i udoskonalanie. Tysiące programistów zabrało się do grzebania w programie przeglądarki, a efektem tej akcji było powstanei Mozilli.

Od kiedy po raz pierwszy zainstalowałem ją na swoim komputerze, IE poszedł w odstawkę. Twórcy mozili postawili przede wszystkim na szybkość działania programu i wygodę jego obsługi.

Szybciej, wygodniej

Już na pierwszy rzut oka widać, że strony WWW otwierają się sporo szybciej niż w Explorerze. Gdy wstukamy do przeglądarki jakiś adres i naciśniemy enter, musimy trochę poczekać, zanim na ekranie ukaże się gotowa strona. Większość tego czasu to wymiana informacji między nasszym komputerem a serwerem wysyłającym dane, ale niebagatelne znaczenie ma też ilość obliczeń, jakie musi wykonać nasza maszyna, by kod strony przetworzyć na postać strawną dla zwykłego użytkownika. I tu właśnie Mozilla znacznie wyprzedza IE.

Ale to, co najważniejsze dla zwykłego człowieka, to wygoda obsługi. Moją ulubioną funkcją Mozilli jest otwieranie kolejnych stron w obrębie tego samego okna programu. Jeżeli jednocześnie korzystam z pięciu czy sześciu serwisów, to na pasku u dołu ekranu nie powstaje tłok i bałagan. Mozilla oznacza kolejno otwierane strony eleganckimi zakładkami podobnymi do fiszek z literami w telefonicznym notatniku.

Kolejna zaleta to łatwość wyszukiwania informacji. Nie musimy nawet otwierać Google'a. Na górze okna znajduje się małe pole, w które wpisujemy zapytanie. To wystarczy. A można jeszcze szybciej - jeśli na stronie znajduje się słowo, które nas zainteresuje, wystarczy je zaznaczyć i kliknąwszy prawym klawiszem myszy, wybrać pozycję szukaj w Sieci.

Mozilla to cały pakiet programów - jest tam i przeglądarka internetowa, i program pocztowy, i edytor HTML-u. Gdyby ktoś szukał samej przeglądarki, to powinien się zainteresować programem Firefox - to okrojona wersja dużej Mozilli.

Poczta inaczej

Tak jak Explorer zdominował kiedyś rynek przeglądarek WWW, tak jego brat Outlook stał się niemal synonimem programu pocztowego. Czy coś w tym złego? Owszem - o ile wybór przeglądarki to przedewszystkim kwestia wygody, o tyle zły program pocztowy może stanowić zagrożenie dla naszego komputera.

Większość wirusów (o których piszemy na stronie 24.) rozprzestrzenia się przez listy elektroniczne. Ponieważ Outlook jest najpopularniejszym z programów pocztowych, autorzy wirusów starają się wykorzystać jego liczne dziury. Piszą swoje wredne programiki w taki sposób, że Outlook głupieje i bez udziału użytkownika rozsyła dalej zainfekowane listy. Wyjścia są dwa. Albo bardzo często aktualizować system, co nie zawsze okazuje sie skuteczne, albo... zapomnieć o Outlooku.

Jaka jest alternatywa? Choćby darmowy program pocztowy dołączany do wspomnianej Mozilli. Jets też specjalny program przygotowany przez ten sam zespół programistów - Thunderbird. Godna uwagi jest też znana od dawna Eudora.

Warto przyjżeć się programom komercyjnym. Jeżeli miałbym polecić jeden z nich, to wybrałbym The Bat! Napisany przez programistó mołdawskich ma ogromną zaletę - początkującym użytkownikom nie sprawia najmniejszych kłopotów, a zaawansowanym internautom daje ogromne możliwości konfiguracji. Do tego prężna grupa jego polskich fanów zajmuje się polonizacją systemu u prowadzi w Sieci często aktualizowaną stronę poświęconą wszelkim nowościom.

Piotr Stanisławski